piątek, 22 marca 2013

Rozdział 8

Rozdział 8
 Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi, a raczej walenie, nim zdarzyłam coś powiedzieć otworzyły się, a w nich stał rozbawiony Marco
- Hej, wpadamy z malutką wizytą, cieszysz się prawda - powiedział, a zanim pojawili się Mario, Łukasz, Kuba i Robert.
- Oczywiście, że się cieszę - uśmiechnęłam się patrząc jak każdy z nich próbuje znaleźć sobie miejsce siedzące
- Nawet ładny dali ci ten gabinet - Komentował Marco chodząc po pokoju jak turysta po muzeum - o dali ci nawet łazienkę, normalnie ful wypas - zajrzał do pomieszczenia i po chwili był już przy biurku - a ty co? Pierwszy dzień i już papierami obładowana?
- Niestety tak, muszę zapoznać się z kartami jakiś piłkarzy. Nie wiecie o kogo chodzi? - zapytałam panów którzy bardzo dobrze czuli się w tym miejscu. Kuba z Łukaszem zadomowili się na kanapie i prawie leżąc przyglądali się Mario, który próbował usadowić się na kozetce lekarskiej, a Robert siedział naprzeciwko mnie przy biurku i wpatrywał się w zwiedzającego Marco, choć i ja czułam jego wzrok na sobie co mnie lekko denerwowało.
- Nie mamy pojęcia o kogo chodzi - powiedział Mario, który zrezygnował z kozetki i stał za mną razem z Marco - ale że jesteśmy kochani to pomożemy nowej koleżance. Z nami pójdzie ci o wiele szybciej
- Nie byłabym tak pewna- powiedziałam po czym zaczęłam dalej czytać
- Nie wierzysz w zdolności wujka Mario i Marco? - zapytał Marco, a ja chciałam coś powiedzieć, ale uniemożliwili mi to
- Wszystko ci opowiemy….. - mówił Goetze przeglądaj dokumenty - Łukasz Piszczek nic ciekawego, gra w piłkę jako tako, czasem uda mu się strzelić bramkę, lubi imprezy i radziłbym uważać, bo bestia ma mocną głowę - zaczął się śmiać
- Goetze ty sobie nie pozwalaj, bo wiesz, że ja mam twoje zdjęcie z ostatniej imprezy i mogę je wykorzystać - odpowiedział Łukasz
- Łukaszku kochany przecież ja żartowałem - powiedział pokornie Mario
- Idziemy dalej - zaczął Marco
- Panowie dziękuję wam bardzo, ale dam sobie radę - próbowałam jakoś zakończyć ten cyrk
- Błaszczykowski… - nie zwracając uwagi na mnie kontynuował Marco- jego pomniemy, bo z tego co słyszałem to jakaś tam twoja nie zbyt ulubiona rodzina, więc coś tam o nim pewnie wiesz. Nie dziwie ci się, że nie przepadasz za nim bo jak zacznie gadać to końca nie ma i nie musisz mi tego mówić, ale wiem, że mnie lubisz bardziej - mówiąc to ja zawsze miał na twarzy uśmiech. Czasem zastanawiam się, czy on kiedyś się nie uśmiecha
- Proszę mi tu siostry nie buntować i nie zadręczać - Kuba po tym jak na niego spojrzałam błagalnym wzrokiem podszedł i w delikatny sposób zbył chłopaków - chyba najlepiej będzie jak ja ci pomogę, bo oni to tylko zadręczyć umieją. A więc tak…. Lewandowski dobry piłkarz i kolega tylko czasem nie myśli nad tym co robi, ale to chyba sama wiesz - mówiąc to zaczął się śmiać i spojrzał na Lewego
- Coś o tym wiem - przytaknęłam i również skierowałam wzrok na napastnika, który unikał naszego wzroku
- Goetze i Reus… tu to akurat proste dwóch zwariowanych kumpli, których należało by przebadać przez psychiatrę - po tym wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ci o których była mowa, lubię ich za to, że umieją żartować ze wszystkiego nawet z samych siebie - a reszta to nie ważna, wszystko wyjdzie w praniu, więc idziemy do domu - mówiąc to Kuba zaczął zbierać dokumenty
- Poddaje się idziemy stąd, bo nie mam już do was siły - uśmiechnęłam się wzięłam torbę i wyszliśmy z pomieszczenia. Po drodze oczywiście nie było końca żartom i wygłupom piłkarzy, przy nich chyba nie można się nudzić. Gdy byliśmy już przy samochodzie Marco wpadł na genialny pomysł
- Może chodźmy na piwo, trzeba w należyty sposób powitać Paule - powiedział zadowolony z własnego pomysłu
- Jeśli chcecie to idźcie, ale ja wracam do domu - powiedziałam i zaczęłam żegnać się z piłkarzami
- Tylko jedno piwko - próbował coś wskórać Łukasz
- Już ja się domyślam jak wygląda to wasze jedno piwko. Naprawdę innym razem bardzo chętnie, ale nie dziś
- Dobrze, niech ci będzie, ale i tak chrzest bojowy będziesz miała na imprezie u mnie - odezwał się Marco
- Pierwsze słyszę, o jakiej kol wiek imprezie, ale czuje się zaproszona - uśmiechnęłam się do nich
- Oczywiście że tak - przytakną Reus i każdy skierował się do swojego auta. Robert był jakiś dziwny nic się nie odzywał tylko stał i się przyglądał jakby robił łaskę, że w ogóle z nami przebywa, albo to ja jestem przewrażliwiona i co by nie zrobił to i tak będzie źle. W domu wszyscy zjedliśmy kolację, ja pobawiłam się z Oliwką i położyłam ją spać, kocham tego małego brzdąca jak młodszą siostrę. Zresztą u Agaty i Kuby czuję się jak w domu, a oni traktują mnie jak członka rodziny.  Mimo, że byłam zmęczona postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki. Opowiedziałam jej o wszystkim co się u mnie dzieje, a ona zdała mi relacje z swojego życia i wypytała o wszystkich piłkarzy, a kiedy dowiedziała się, że Lewandowski jest tym facetem z parku to jej komentarzom nie było końca. Bardzo za nią tęsknie i szkoda, że nie ma jej tu ze mną, ale obiecała że mnie odwidzi.

Kilka dni później
Dni w Dortmundzie mijały w zaskakującym tempie. Codziennie byłam na treningu niby tylko siedziałam i robiłam notatki, ale bardzo to lubiłam. Zaprzyjaźniłam się z tymi ‘wariatami’, czyli piłkarzami, co prawda nie ze wszystkim jest grupka która, albo mnie nie lubi, albo po prostu lekceważy. Prawdę mówiąc obojętne mi to i nie zamierzam nikogo prosić się o trochę uwagi. Poznałam Nicolasa jest psychologiem w Borussi, niby fajny z niego kolega, ale jest bardzo nachalny i za wszelką cenę chce się ze mną umówić. Dziś jak zapowiadał Marco jest impreza u niego. Obiecałam, że przyjdę wiec muszę iść, choć tak naprawdę wolałabym zostać z Agatą w domu, gdyż ona musi zostać z Oliwka, bo mała się przeziębiła i po prostu pogadać na spokojnie. Do tego wszystkiego ten cały Lewandowski pewnie też będzie, a nie mam ochoty spędzać z nim czasu. Niby staram się go unikać, ale ten gdzie się nie obejrzę tam stoi. Jeszcze trochę to z lodówki mi wyskoczy. Nic go nie zraża staram mu się docinać w każdy możliwy sposób, a ten i tak ciągle gdzieś się kręci. Choć muszę przyznać, że lubię go denerwować, bo robi śmieszne miny jak stara mi się “odgryźć”. Niestety nadszedł czas kiedy wypadało się szykować, bo Kubuś znowu stwierdzi, że się grzebie. Po kąpieli ubrałam się, zrobiłam lekki, naturalny makijaż i  włosy splotłam w kłosa.
- Nie wierzę jesteś gotowa na czas - powiedział  Kuba kiedy zeszła do salonu
- Widzisz Kubusiu zrobiłam to specjalnie dla ciebie, abyś nie musiał się denerwować - mówiąc to poklepałam go po ramieniu
- Dziękuję bardzo - uśmiechnął się - a dla kogo się tak wystroiłaś? Może dla Roberta?
- Dla nikogo się nie wystroiłam, a tym bardziej nie dla niego - powiedziałam z oburzeniem - po prostu ładnie się ubrałam, a ty od razu szukasz podtekstu
- Już nic nie mówię, ale dziwnie się tłumaczysz - skomentował
- Zaraz się późnicie - wtrąciła Agata
- To jego wina, bo mnie zagaduję - powiedziałam patrząc na Kubę, a on tylko się uśmiechną i pocałował żonę
- Szkoda, że nie możesz iść z nami - powiedział do żony
- Spokojnie wszystko nadrobię, a ty pilnuj mi jej, aby nic głupiego nie zrobiła i Piszczek jej nie upił - mówiła Agata pokazując palcem na mnie
- Spokojnie nad wszystkim będę czuwał 
- Siostra nie panikuj, dam sobie z nim radę i to raczej ja będę musiała pilnować tego towarzystwa - powiedziałam i ucałowałam ją na odchodne. Po kilku minutach byliśmy już pod domem Reusa.

Robert:
- Kogo ty tak wypatrujesz? - zapytał Marco kiedy kręciłem się bez celu przy oknie.
- Nikogo, tylko wyglądam przez okno - odpowiedziałem koledze - może ci w czymś pomogę - próbowałem zmienić temat
- Spoko dam sobie radę już wszystko gotowe i moglibyśmy już zaczynać tylko, że brakuje Kuby i Pauliny - powiedział wyjmując piwo z lodówki
- No właśnie jeszcze ich nie ma….. - powiedziałem i po raz kolejny wyjrzałem przez okno
- hahaha….. To jej tak wyglądasz - zaczął się śmiać, a ja nie umiałem zaprzeczyć, wiec tylko się uśmiechnąłem i aby nie ciągnąc tematu wziąłem talerz z przekąskami i wyszedłem z kuchni. Prawda jest taka, że nie mogę doczekać się kiedy ją zobaczę. Nie mogę przestać o niej myśleć, naprawdę  nie wiem co się ze mną dzieję. Przez te kilka dni starałem się być blisko niej, aby zobaczyła, że nie jestem taki zły, ale ona za każdym razem mnie unikała, a jeśli dochodziło miedzy nami do jakiejś rozmowy to kończyła się ona złośliwościami w kierunku któregoś z nas. Chciałbym dziś porozmawiać z nią i wszystko wyjaśnić. W salonie wszyscy już bardzo dobrze się bawili Mario włączył muzykę, pozostali siedzieli i gadali, a Sara wraz z córką Romana biegały po całym domu. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi, a kiedy Marco je otworzył było słychać śmiech Kuby i jej piękny głos. Po chwili obydwoje znaleźli się w salonie i przywitali się. Kiedy ją zobaczyłem odebrało mi mowę, wyglądała pięknie i do tego ten piękny uśmiech. Nie mogłem się powstrzymać, musiałem do niej podejść
- Cześć - ucałowałem ją w policzek i poczułem dziwny, ale miły dreszcz - pięknie wyglądasz - uśmiechnąłem się do niej, a ona o dziwo odwzajemniła to
- Hej, nie przesadzaj wyglądam normalnie, ale dziękuję - przywitałem się także z Kubą i zaczęliśmy zabawę na dobre. Jak zawsze żartom, alkoholowi i tańcom nie było końca.

2 komentarze:

  1. Sympatyczne opowiadanie tylko trochę zbyt krótkie rozdziały.Popracuj nad ortografią i pisz bo z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej.
    Czekam na ciąg dalszy i mam nadzieję , że młodzieńcza "miłość" w postaci Roberta pozwoli Ci na bogate użycie wyobraźni bo nic innego tak nas nie kształtuje.
    Czekam na ciąg dalszy...
    Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne opowiadanie :) zapraszam do siebie http://paulina-i-robert.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń