piątek, 22 marca 2013

Rozdział 8

Rozdział 8
 Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi, a raczej walenie, nim zdarzyłam coś powiedzieć otworzyły się, a w nich stał rozbawiony Marco
- Hej, wpadamy z malutką wizytą, cieszysz się prawda - powiedział, a zanim pojawili się Mario, Łukasz, Kuba i Robert.
- Oczywiście, że się cieszę - uśmiechnęłam się patrząc jak każdy z nich próbuje znaleźć sobie miejsce siedzące
- Nawet ładny dali ci ten gabinet - Komentował Marco chodząc po pokoju jak turysta po muzeum - o dali ci nawet łazienkę, normalnie ful wypas - zajrzał do pomieszczenia i po chwili był już przy biurku - a ty co? Pierwszy dzień i już papierami obładowana?
- Niestety tak, muszę zapoznać się z kartami jakiś piłkarzy. Nie wiecie o kogo chodzi? - zapytałam panów którzy bardzo dobrze czuli się w tym miejscu. Kuba z Łukaszem zadomowili się na kanapie i prawie leżąc przyglądali się Mario, który próbował usadowić się na kozetce lekarskiej, a Robert siedział naprzeciwko mnie przy biurku i wpatrywał się w zwiedzającego Marco, choć i ja czułam jego wzrok na sobie co mnie lekko denerwowało.
- Nie mamy pojęcia o kogo chodzi - powiedział Mario, który zrezygnował z kozetki i stał za mną razem z Marco - ale że jesteśmy kochani to pomożemy nowej koleżance. Z nami pójdzie ci o wiele szybciej
- Nie byłabym tak pewna- powiedziałam po czym zaczęłam dalej czytać
- Nie wierzysz w zdolności wujka Mario i Marco? - zapytał Marco, a ja chciałam coś powiedzieć, ale uniemożliwili mi to
- Wszystko ci opowiemy….. - mówił Goetze przeglądaj dokumenty - Łukasz Piszczek nic ciekawego, gra w piłkę jako tako, czasem uda mu się strzelić bramkę, lubi imprezy i radziłbym uważać, bo bestia ma mocną głowę - zaczął się śmiać
- Goetze ty sobie nie pozwalaj, bo wiesz, że ja mam twoje zdjęcie z ostatniej imprezy i mogę je wykorzystać - odpowiedział Łukasz
- Łukaszku kochany przecież ja żartowałem - powiedział pokornie Mario
- Idziemy dalej - zaczął Marco
- Panowie dziękuję wam bardzo, ale dam sobie radę - próbowałam jakoś zakończyć ten cyrk
- Błaszczykowski… - nie zwracając uwagi na mnie kontynuował Marco- jego pomniemy, bo z tego co słyszałem to jakaś tam twoja nie zbyt ulubiona rodzina, więc coś tam o nim pewnie wiesz. Nie dziwie ci się, że nie przepadasz za nim bo jak zacznie gadać to końca nie ma i nie musisz mi tego mówić, ale wiem, że mnie lubisz bardziej - mówiąc to ja zawsze miał na twarzy uśmiech. Czasem zastanawiam się, czy on kiedyś się nie uśmiecha
- Proszę mi tu siostry nie buntować i nie zadręczać - Kuba po tym jak na niego spojrzałam błagalnym wzrokiem podszedł i w delikatny sposób zbył chłopaków - chyba najlepiej będzie jak ja ci pomogę, bo oni to tylko zadręczyć umieją. A więc tak…. Lewandowski dobry piłkarz i kolega tylko czasem nie myśli nad tym co robi, ale to chyba sama wiesz - mówiąc to zaczął się śmiać i spojrzał na Lewego
- Coś o tym wiem - przytaknęłam i również skierowałam wzrok na napastnika, który unikał naszego wzroku
- Goetze i Reus… tu to akurat proste dwóch zwariowanych kumpli, których należało by przebadać przez psychiatrę - po tym wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ci o których była mowa, lubię ich za to, że umieją żartować ze wszystkiego nawet z samych siebie - a reszta to nie ważna, wszystko wyjdzie w praniu, więc idziemy do domu - mówiąc to Kuba zaczął zbierać dokumenty
- Poddaje się idziemy stąd, bo nie mam już do was siły - uśmiechnęłam się wzięłam torbę i wyszliśmy z pomieszczenia. Po drodze oczywiście nie było końca żartom i wygłupom piłkarzy, przy nich chyba nie można się nudzić. Gdy byliśmy już przy samochodzie Marco wpadł na genialny pomysł
- Może chodźmy na piwo, trzeba w należyty sposób powitać Paule - powiedział zadowolony z własnego pomysłu
- Jeśli chcecie to idźcie, ale ja wracam do domu - powiedziałam i zaczęłam żegnać się z piłkarzami
- Tylko jedno piwko - próbował coś wskórać Łukasz
- Już ja się domyślam jak wygląda to wasze jedno piwko. Naprawdę innym razem bardzo chętnie, ale nie dziś
- Dobrze, niech ci będzie, ale i tak chrzest bojowy będziesz miała na imprezie u mnie - odezwał się Marco
- Pierwsze słyszę, o jakiej kol wiek imprezie, ale czuje się zaproszona - uśmiechnęłam się do nich
- Oczywiście że tak - przytakną Reus i każdy skierował się do swojego auta. Robert był jakiś dziwny nic się nie odzywał tylko stał i się przyglądał jakby robił łaskę, że w ogóle z nami przebywa, albo to ja jestem przewrażliwiona i co by nie zrobił to i tak będzie źle. W domu wszyscy zjedliśmy kolację, ja pobawiłam się z Oliwką i położyłam ją spać, kocham tego małego brzdąca jak młodszą siostrę. Zresztą u Agaty i Kuby czuję się jak w domu, a oni traktują mnie jak członka rodziny.  Mimo, że byłam zmęczona postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki. Opowiedziałam jej o wszystkim co się u mnie dzieje, a ona zdała mi relacje z swojego życia i wypytała o wszystkich piłkarzy, a kiedy dowiedziała się, że Lewandowski jest tym facetem z parku to jej komentarzom nie było końca. Bardzo za nią tęsknie i szkoda, że nie ma jej tu ze mną, ale obiecała że mnie odwidzi.

Kilka dni później
Dni w Dortmundzie mijały w zaskakującym tempie. Codziennie byłam na treningu niby tylko siedziałam i robiłam notatki, ale bardzo to lubiłam. Zaprzyjaźniłam się z tymi ‘wariatami’, czyli piłkarzami, co prawda nie ze wszystkim jest grupka która, albo mnie nie lubi, albo po prostu lekceważy. Prawdę mówiąc obojętne mi to i nie zamierzam nikogo prosić się o trochę uwagi. Poznałam Nicolasa jest psychologiem w Borussi, niby fajny z niego kolega, ale jest bardzo nachalny i za wszelką cenę chce się ze mną umówić. Dziś jak zapowiadał Marco jest impreza u niego. Obiecałam, że przyjdę wiec muszę iść, choć tak naprawdę wolałabym zostać z Agatą w domu, gdyż ona musi zostać z Oliwka, bo mała się przeziębiła i po prostu pogadać na spokojnie. Do tego wszystkiego ten cały Lewandowski pewnie też będzie, a nie mam ochoty spędzać z nim czasu. Niby staram się go unikać, ale ten gdzie się nie obejrzę tam stoi. Jeszcze trochę to z lodówki mi wyskoczy. Nic go nie zraża staram mu się docinać w każdy możliwy sposób, a ten i tak ciągle gdzieś się kręci. Choć muszę przyznać, że lubię go denerwować, bo robi śmieszne miny jak stara mi się “odgryźć”. Niestety nadszedł czas kiedy wypadało się szykować, bo Kubuś znowu stwierdzi, że się grzebie. Po kąpieli ubrałam się, zrobiłam lekki, naturalny makijaż i  włosy splotłam w kłosa.
- Nie wierzę jesteś gotowa na czas - powiedział  Kuba kiedy zeszła do salonu
- Widzisz Kubusiu zrobiłam to specjalnie dla ciebie, abyś nie musiał się denerwować - mówiąc to poklepałam go po ramieniu
- Dziękuję bardzo - uśmiechnął się - a dla kogo się tak wystroiłaś? Może dla Roberta?
- Dla nikogo się nie wystroiłam, a tym bardziej nie dla niego - powiedziałam z oburzeniem - po prostu ładnie się ubrałam, a ty od razu szukasz podtekstu
- Już nic nie mówię, ale dziwnie się tłumaczysz - skomentował
- Zaraz się późnicie - wtrąciła Agata
- To jego wina, bo mnie zagaduję - powiedziałam patrząc na Kubę, a on tylko się uśmiechną i pocałował żonę
- Szkoda, że nie możesz iść z nami - powiedział do żony
- Spokojnie wszystko nadrobię, a ty pilnuj mi jej, aby nic głupiego nie zrobiła i Piszczek jej nie upił - mówiła Agata pokazując palcem na mnie
- Spokojnie nad wszystkim będę czuwał 
- Siostra nie panikuj, dam sobie z nim radę i to raczej ja będę musiała pilnować tego towarzystwa - powiedziałam i ucałowałam ją na odchodne. Po kilku minutach byliśmy już pod domem Reusa.

Robert:
- Kogo ty tak wypatrujesz? - zapytał Marco kiedy kręciłem się bez celu przy oknie.
- Nikogo, tylko wyglądam przez okno - odpowiedziałem koledze - może ci w czymś pomogę - próbowałem zmienić temat
- Spoko dam sobie radę już wszystko gotowe i moglibyśmy już zaczynać tylko, że brakuje Kuby i Pauliny - powiedział wyjmując piwo z lodówki
- No właśnie jeszcze ich nie ma….. - powiedziałem i po raz kolejny wyjrzałem przez okno
- hahaha….. To jej tak wyglądasz - zaczął się śmiać, a ja nie umiałem zaprzeczyć, wiec tylko się uśmiechnąłem i aby nie ciągnąc tematu wziąłem talerz z przekąskami i wyszedłem z kuchni. Prawda jest taka, że nie mogę doczekać się kiedy ją zobaczę. Nie mogę przestać o niej myśleć, naprawdę  nie wiem co się ze mną dzieję. Przez te kilka dni starałem się być blisko niej, aby zobaczyła, że nie jestem taki zły, ale ona za każdym razem mnie unikała, a jeśli dochodziło miedzy nami do jakiejś rozmowy to kończyła się ona złośliwościami w kierunku któregoś z nas. Chciałbym dziś porozmawiać z nią i wszystko wyjaśnić. W salonie wszyscy już bardzo dobrze się bawili Mario włączył muzykę, pozostali siedzieli i gadali, a Sara wraz z córką Romana biegały po całym domu. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi, a kiedy Marco je otworzył było słychać śmiech Kuby i jej piękny głos. Po chwili obydwoje znaleźli się w salonie i przywitali się. Kiedy ją zobaczyłem odebrało mi mowę, wyglądała pięknie i do tego ten piękny uśmiech. Nie mogłem się powstrzymać, musiałem do niej podejść
- Cześć - ucałowałem ją w policzek i poczułem dziwny, ale miły dreszcz - pięknie wyglądasz - uśmiechnąłem się do niej, a ona o dziwo odwzajemniła to
- Hej, nie przesadzaj wyglądam normalnie, ale dziękuję - przywitałem się także z Kubą i zaczęliśmy zabawę na dobre. Jak zawsze żartom, alkoholowi i tańcom nie było końca.

piątek, 15 marca 2013

Rozdział 7

Rozdział 7
Robert:
Kolejną noc nie spałem, ciągle myślałem o Paulinie. Na niczym nie mogę się skupić, bo ciągle o niej myślę. Bardzo chciałem ją jeszcze raz zobaczyć, lecz myślałem, że nigdy się to nie zdarzy, ale los się do mnie uśmiechną. Będziemy razem pracować i będę ją widywał codziennie, nie wiem czemu ale ta perspektywa bardzo mnie cieszy. Kiedy zobaczyłem ją w domu Kuby po prostu mnie zamurowało, prędzej spodziewałbym się, że spotkam ją gdzieś na ulicy niż w domu przyjaciela. Wyglądała pięknie, jak anioł, no może trochę zbuntowany, zwłaszcza ja mnie zobaczyła. Nie kryje ona swojej niechęci do mnie, ale wcale jej się nie dziwię, przewróciłem ją, a później próbowałem zwalić winę na nią. Szczerze….na jej miejscu też bym siebie nie lubił, mam tylko nadzieję, że to się zmieni, bo nie chcę toczyć z nią wojny. Na tym balu chciałem ją przeprosić, ale jakoś nie było okazji, ciągle ktoś przy nas był, a po za tym Paula ignorowała mnie. Czuję, że będzie ciężko załagodzić jej złość na mnie, ale mam nadzieję, że przeprosiny wystarczą i wtedy przestanę zadręczać sobie nią głowy. Spojrzałem na zegarek i zostało mi tylko pół godziny, więc szybko się ubrałem i pojechałem na trening.

Paulina:
- już wstaje, czego się wydzierasz na cały dom - powiedziałam zaspana i ręką próbowałam odnaleźć oraz wyłączyć upierdliwie dzwoniący budzik. Kiedy wreszcie mi się to udało chciałam zdrzemnąć się jeszcze na przysłowiowe 5 minut, ale oczywiście nie było mi dane, bo drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły
- Ciocia wśtawaj!!! - na całe gardło krzyczała Oliwka skacząc po moim łóżku
- Kochanie już wstaję, daj mi jeszcze chwilkę pospać - próbowałam zbyć małą Błaszczykowską, aby jeszcze chwile pospać, bo oczywiście przegadałam z Agatą całą noc.
- Musiś wśtawać….. Tatuś kaział mi psijść i cie obudzić - Oliwka nie odpuszczała cały czas skacząc po łóżku
- No mogłam się domyślić, że tatuś ci kazał….. Dobrze kochana leć do taty i powiedz, że misja wykonana, a ja idę do łazienki - powiedziałam głaszcząc małą po głowie i kierując się do łazienki. Oliwce nie musiałam dwa razy powtarzać, bo już po chwili była na dole. Po porannej toalecie ubrałam się i zeszłam na śniadanie, bo niedługo mamy jechać na trening. Kiedy weszłam do kuchni zastałam widok pięknej kochającej się rodziny i aż zrobiło mi się przykro, że nigdy nie będę takiej miała.
- Dzień dobry - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia
- Cześć siostra - przywitała się Agata podając mi kubek z kawą
- Dziękuję, tego mi trzeba - uśmiechnęłam się do siostry i usiadłam naprzeciwko Kuby, który próbował nakarmić córkę
- Hej, wyspałaś się? - uśmiechną się cwaniacko
- Wyspałam, ale nie musiałeś zmuszać dziecka do budzenia mnie, sama bym wstała
- Ja? - zapytał niby zaskoczony
- Tak, ty. Córka cię wsypała i powiedziała, że tatuś jej kazał - zaczęłam się śmiać
- Oliwka…..nie taką mieliśmy umowę - spojrzał na córkę, a ona  niczego nie świadoma zaczęła się słodko uśmiechać - stanowczo za dużo mówisz - ucałował dziecko w główkę.
- Dobra, ty nie gadaj tyle, bo ja nie zamierzam się spóźnić pierwszego dnia, więc się zbieraj - powiedziałam upijając ostatni łyk kawy i kierując się do salonu. Chwilę później byliśmy już w samochodzie Kuby i jechaliśmy na stadion, muszę przyznać, że szwagier ma bardzo ładne auto. Po kilki minutach byliśmy już na miejscu i każde z nas poszło w swoją stronę. Ja poszłam do gabinetu Petera
- Dzień dobry - powiedziałam uśmiechając się do mężczyzny
- Witam! Jesteś punktualna, to bardzo dobrze, doceniamy to - uśmiechną się i uścisną moją dłoń - Zaraz pójdziemy do chłopaków, aby cię oficjalnie przedstawić, ale na początku kilka spraw organizacyjnych
- Zamieniam się w słuch - powiedziałam siadając przy biurku. Ustaliliśmy w jakich godzinach będę pracowała i jak to mniej więcej będzie wyglądało, dostałam także identyfikator i wejściówkę dzięki której bez problemu będę mogła wchodzić na stadion.
- A oto jest zwierzyniec z którym będziesz się zmagała przez najbliższe tygodnie - powiedział Peter kiedy wchodziliśmy na murawę
- Może nie będzie aż tak źle - zaśmiałam się, bo oni wyglądali naprawdę komicznie, kiedy biegali i przepychali się jak mali chłopcy
- Pewnie, że będzie dobrze są zwariowani, ale to bardzo miłe chłopaki - powiedział gdy podchodziliśmy do Kloppa
- Wiem poznałam już kilku na balu w sobotę - przerwał mi trener
- Paulina jak dobrze cie widzieć - uradowany Klopp podszedł do mnie i przytulił
- Witam trenerze, mnie również miło pana widzieć - powiedziałam kiedy wypościł mnie z uścisku
- Jaki pan? wszyscy mówią do mnie po imieniu, więc ty też tak do mnie mów
- Dobrze, będzie mi bardzo miło - z Jurgenem  poznałam się na balu, nawet z nim tańczyłam, bardzo miły z niego człowiek.
- Uspokójcie się wreszcie i chodźcie do nas, kogoś wam przedstawię - powiedział trener, a chłopcy już po chwili znaleźli się koło nas - Tym którzy jeszcze nie poznali chcę przedstawić Paulinę Mazur, która będzie przez najbliższe tygodnie odbywała u nas praktyki jako fizjoterapeuta, więc proszę was zachowujcie się jakoś, żeby nie na robić wstydu - uśmiechną się, a ja poczułam, że robię się czerwona, mimo to, że poznałam już większość z nich to krępowało mnie tylu mężczyzn patrzących na mnie
- My się już poznaliśmy, więc nie pozostaje nam nic innego jak powitać w naszej zwariowanej rodzinie - powiedział zadowolony Mario - nareszcie trafiła się trenerowi córka, bo tak to sami chłopcy - kontynuował
- Nie filozofuj Mario, bo jeszcze jakimś profesorem zostaniesz - powiedział Łukasz klepiąc Goteza
- Spokojnie to mu nie grozi - zaśmiał się Lewandowski, a ci których nie było mi dane poznać przedstawiali się po kolei. Wydali się bardzo mili, choć chyba nie wszyscy cieszą się z mojej obecności. Piłkarze wrócili do treningu, a ja siedziałam, obserwowałam i robiłam notatki. Peter poprosił mnie, abym zapoznała się z kartami zawodników, więc gdy tylko trening się skończył szybko udałam się do gabinetu. Przeglądałam dokumenty i nazwiskiem nad którym zatrzymałam się dłużej było Robert Lewandowski. Jest on dla mnie zagadką, którą nie wiem czy chcę rozwiązać. Jestem zła na niego za tą sytuację w parku, ale na balu wydawał się taki inny. Kiedy tańczyliśmy zapomniałam o całym świecie i chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Cały czas o nim myślę im bardziej staram się tego nie robić tym bardziej to robię. Może złość mi pomału przechodzi, ale nie zamierzam tego okazywać, jak jest taki wygadany to niech umie przeprosić. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi, a raczej walenie, nim zdarzyłam coś powiedzieć otworzyły się, a w nich stał………..

_____________________________________________
I jest siódmy rozdział :) strasznie nudny i wcale mi się nie podoba, ale nie umiałam nic innego wymyślić.... Proszę Was komentujcie piszcie czy wam się podoba, czy nie, czy chcecie coś zmienić. Piszcie wszystko co chcecie, ale komentujcie, bo to daje energie do dalszego pisania :)

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 6

Rozdział 6
Paulina:
 - powiecie mi wreszcie z kim ma iść na ten bal? - zapytałam siadając na kanapie w salonie obok Kuby
- ale po co mamy ci mówić, skoro niedługo zobaczysz - odpowiedziała Agata bawiąc się z Oliwką
- niby tak, ale wolałabym wiedzieć, chyba że to jakaś tajemnica
- Żadna tajemnica, będziesz się dobrze bawiła, gwarantuję ci to, a teraz nie gadaj tylko idźcie się szykować, bo zostało mało czasu. - powiedział Kuba biorąc córkę na ręce - A ja pójdę zaprowadzić Oliwkę do sąsiadki
- Masz rację kochanie już idziemy - przytaknęła mu Agata i pociągnęła mnie za sobą na górę. Każda z nas udała się do łazienki, mam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Następnie podkręciłam moje długie blond włosy i delikatnie je podpięłam, zrobiłam makijaż stosowny do sukienki. Założyłam sukienkę którą kupiłam z dziewczynami, choć miałam jeszcze małe wątpliwości czy ona nadaje się na taki bal, ale dziewczyny już tam bywały i powiedziały, że jest idealna, dlatego ubrałam się we wszystko co wcześniej przygotowałam. Spojrzałam w lustro i muszę przyznać, że wyglądałam zadziwiająco dobrze.
- Wiedziałam, że będziesz wyglądała zabójczo - powiedziała Agata wchodząc do pokoju
- Przestraszyłaś mnie - powiedziałam odwracając się do siostry- zabójczo może nie, ale chyba ten KTOŚ nie będzie musiał się mnie wstydzić- zaśmiałam się
-Pewnie, że nie będzie się wstydził, wszyscy będą mu zazdrościli. A ten rozporek jest po prostu wspaniały - powiedziała łapiąc z kawałek sukienki odsłaniając moją nogę
- Akurat on mi się nie podoba,  ale niech ci będzie - obydwie wybuchłyśmy śmiechem, mam naprawdę dobry humor, aż dziwne
-  Dobra kochana na nas chyba już czas. Idziemy?- zapytała Aga
- Ty idź ja zaraz do was przyjdę
- Dobrze - Agata uśmiechnęła się i wyszła. Ja jeszcze naniosłam ostatnie poprawki w makijażu, zabrałam torebkę i podążałam do salonu. Kiedy wyszłam z pokoju słyszałam głos mężczyzny co oznaczało, że mój “partner” już czeka. Mówił po polsku, więc z mojej znajomości zawodników wnioskowałam, że jest to Lewandowski, jego głos przypominał mi tego mężczyznę z parku, ale odrzuciłam te myśli, gdyż stwierdziłam, że popadam w paranoję i nie możliwe jest, aby to był on. Idąc po schodach skupiałam się na krokach, aby nie spaść. Kiedy poczułam już pewny grunt pod nogami spojrzałam pewnie przed siebie, a to co zobaczyłam, a raczej to kogo zobaczyłam sprawiło, że miałam ochotę wrócić na górę. Byłam wstanie wydobyć siebie dwa słowa
- Cholera jasna! - myślałam, że powiedziałam to cicho jednak kiedy cała trójka odwrócił się w moja stronę zdałam sobie sprawę iż powiedziałam to wystarczająco głośno. Kuba zaczął do mnie podchodzić, a ja miałam ochotę go po prostu udusić. Jeżeli okaże się, że on o wszystkim widział to nie ręczę za siebie.
- Co się stało? - zapytał z uśmiechem jakby go to bawiło - Wyglądasz…bosko - wziął mnie pod rękę i prowadził w stronę tego padalca
- Dziękuję - mówiąc starałam wymusić uśmiech
- Paulinko poznaj Roberta. Robert to jest Paulina - po minie mężczyzny wnioskowałam, że również jest zaskoczony, ale najwyraźniej zadowolony, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy. Ciekawa jestem z czego tu się cieszyć?
- Znów się spotykamy. Robert Lewandowski, bardzo mi miło - lekko się ukłonił i wyciągną rękę w moją stronę, więc nie miałam wyjścia i podałam mu swoją dłoń
- Paulina Mazur, szkoda tylko że nie mogę powiedzieć tego samego - mężczyzna uśmiechnął się tylko i ucałował moją dłoń. Przeszedł mnie dziwny dreszcz, nie wiem czemu, ale przyjemny dreszcz.
- Rozumiem, że twoje pierwsze słowa były reakcja na mój widok - zapytał, a raczej stwierdził wkładając ręce w kieszenie spodni, ciągle z tym uśmieszkiem. Zaczynał mnie nim irytować, choć trzeba przyznać, że uśmiech ma piękny i w tym ciemnym garniturze też wygląda niczego sobie… STOP!!! Co ja w ogóle gadam? Nie cierpię gościa, a wychwalam jego wygląd
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo spostrzegawczy - w tym wszystkim zapomniałam o Agacie i Kubie, którzy stali i przyglądali się nam
- To wy się znacie? - Zapytali niemal, że jednocześnie
- Tak, niedawno wpadłem na Paulinę w parku… - zaczął Robert
- Proszę cię, nie kłam, powiedz prawdę, przecież to ja bezczelnie na ciebie wpadłam i do tego wykłócałam się jak głupia - powiedziałam z ironią w głosie
- O rany….czyli ty jesteś tym facetem z parku? - zapytał Kuba z dziwną miną, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co się dzieje
- No dobrze to może już chodźmy, bo się spóźnimy - wtrącił Agata, chcąc rozładować atmosferę
- Skoro nie ma innego wyjścia… - powiedziałam spoglądając na siostrę
-  Jeżeli nie chcesz nie musisz ze mną iść - powiedział Robert spoglądając na mnie swoimi niebieskim oczami
- Ja dotrzymuję obietnic, wiec chodźmy - powiedziałam spoglądając na niego
- Bardzo się cieszę, zapraszam - powiedział podając mi rękę - Pięknie wyglądasz - nie odpowiedziałam nic tylko uścisnęłam jego rękę i wyszliśmy. Cała drogę w taksówce nie odzywaliśmy się ani słowem. Byłam wściekła, myślałam, że już go nigdy nie spotkam, a teraz nie dość że mam z nim iść na jakiś bal, to będę go widywała przez cały pobyt w Dortmundzie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Robert szybko zapłacił, otworzył mi drzwi i podał rękę abym mogła wysiąść
- Spokojnie dam sobie radę - powiedziałam wysiadając i omijając jego dłoń. Robert nie odpowiedział nic tylko podążył za mną i weszliśmy do budynku. Było tam naprawdę pięknie dosłownie jak w pałacu, a do tego wszystkiego cudowny i duży ogród. Kiedy dołączyli do nas Błaszczykowscy podżyliśmy schodami na górę, gdzie odbywała się główna impreza.
-  Wy idźcie ja jeszcze pójdę do łazienki - powiedziałam i momentalnie zniknęłam z drzwiami pomieszczenie. Potrzebowałam chwili na uporządkowanie myśli. Gdy wyszłam pod pomieszczeniem zobaczyłam Roberta czekającego na mnie
- Nie musiałeś na mnie czekać, trafiłabym sama na miejsce
- Nie musiałem, ale chciałem, w końcu przyszliśmy tu razem. Paulina ja wiem, że to nie jest wymarzona sytuacja, ale tolerujmy się chociaż dla Agaty i Kuby oni chcieli dobrze - zaskoczył mnie tymi słowami, ale muszę przyznać ma racje
- Masz racje, więc choć, bo jeszcze pomyślą, że się pozabijaliśmy - wymusiłam uśmiech i skierowaliśmy się ku drzwiom. Podeszliśmy do stolika gdzie grupka ludzi zawzięcie o czymś rozmawiała i jestem pewna, że tematem byłam ja i Robert.  Lewandowski przedstawił mnie wszystkim i zasiedliśmy przy stole, wszyscy byli bardzo mili i sympatyczni, a Mario i Marco są bardzo pozytywnie zakręceni, ciągle się wygłupiali. Rozpoczęła się część oficjalna, czyli zwykła gadanina jak to powiedział Mario. Ciągle czułam na sobie wzrok Roberta, który zaczynał mnie irytować
- Mógłbyś się tak nie patrzeć?
- Przecież ja tylko słucham tego co mówi ten śmieszny pan - powiedział udając powagę. Muszę mu przyznać, że ten facet był na prawdę komiczny, ciągle coś przekręcał lub przewracał jakieś przedmioty. Dzięki Bogu już skończył swój monolog i zaczęła grać muzyka. Robert poszedł po coś do picia, więc zostałam sama przy stoliku co wykorzystał Marco i porosił mnie do tańca. Po trzech kawałkach tańczenia z nim po prostu nie czułam nóg. Wróciliśmy do stolika i po za tym, że ignorowałam Roberta atmosfera była naprawdę wyśmienita, ciągle żartowaliśmy i śmieliśmy się z dwóch pajaców jakimi byli Mario i Marco. Agata z Ewą wyciągnęły mnie do na ploteczki, gadałyśmy bardzo długo, aż przerwał nam nie kto inny jak Lewy
- Mogę prosić piękną panią do tańca?- zapytał patrząc na mnie
- Że niby mnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Tak - uśmiechną się tak, że po prostu nie mogłam odmówić, więc po chwili byliśmy już na parkiecie. Muszę przyznać, że Robert tańczy znakomicie, nawet nie wiem kiedy minęła ta piosenka. Kiedy już chciałam odchodzić on przytrzymał mnie, a z głośników zaczęła lecieć bardzo wolna piosenka. Lewy położył swoja rękę na moich plecach i delikatnie choć stanowczo przyciągną mnie do siebie. Wywołało to u mnie wzdrygnięcie, co wyczuł, gdyż uśmiechną się do mnie. Tańczyliśmy tak blisko siebie, że czułam jego oddech na karku, było to bardzo przyjemne, starałam się nie patrzeć w jego oczy, bo wtedy nie myślałam racjonalnie, ale kiedy już to zrobiłam zatracałam się w tych błękitnych tęczówkach. Piosenka zakończyła się, a on ucałował mnie w dłoń i wróciliśmy do stolika. Nie wiem czemu, ale przez te kilka minut poczułam się bardzo wyjątkowo. Mimo wszystko ten wieczór był bardzo udany, tańczyłam chyba ze wszystkimi, bardzo ich polubiłam, wiedzieli mnie pierwszy raz, a traktowali jakbyśmy znali się od zawsze. Nawet Rober, był zaskakująco miły, ale w końcu coś sobie obiecaliśmy, że będziemy się tolerować i jak na razie tego się trzymam, bo jeśli chodzi o to co się wydarzyło w parku to złość na niego wcale mi nie przeszła.


                    Tak wyglądała sukienka którą założyła Paulina na bal

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 5


Rozdział 5

Robert:
Wstałem o 7.00 bo na 8.00 mam trening, więc powinienem się zbierać. Całą noc nie mogłem spać, ciągle myślałem o tej dziewczynie na którą wpadłem w parku. Przyznaję, że źle postąpiłem, niesłusznie ją oskarżyłem i nawet nie wiem kogo powinienem przeprosić, bo inteligentnie nie spytałem o numer telefonu, choć i tak pewnie  bym go nie dostał, po tym jak się zachowałem. Wszystko przez Kamilę, znowu mnie nachodzi i chce po tym wszystkim do mnie wrócić, byłem zdenerwowany po rozmowie z nią i złość wyładowałem na tej pięknej dziewczynie. Jest mi strasznie głupio, bardzo chciałbym ją jeszcze spotkać i spojrzeć w jej piękne oczy. Zjadłem śniadanie i pojechałem na trening. Byłem lekko spóźniony, więc wszyscy byli już w szatni. Zamieniłem kilka słów z chłopakami i poszedłem na boisko. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, abym był aż tak bardzo nie skupiony na treningu. Ciągle myślałem o tej blondynce. Wszyscy dziwnie patrzyli na mnie, ale kiedy nie trafiłem do pustej bramki trener wydarł się na mnie:
- Lewy! Do cholery co się z tobą dzieje? - wrzeszczał zły trener
- Przepraszam, jestem po prostu nie wyspany - skłamałem, bo co miałem mu powiedzieć prawdę, wtedy nie dał bym mi spokoju
- Trenerze, on się pewnie zakochał - krzyknął śmiejąc się Marco
- Co ty bredzisz? - zapytałem zdenerwowany, na co Marco odpowiedział mi jeszcze większym śmiechem
- Wracajcie do gry, a ty Robert wieź się w garść - powiedział trener, a my wróciliśmy do treningu. Po trzech godzinach zmęczeni udaliśmy się do szatni. Oczywiście nie obyło się bez pytani co się ze mną dzieję i czy może mi jakoś pomóc. Koledzy martwią się, bo wiedzą, że po rozstaniu z Kamilą nie było ze mną najlepiej, ale udało mi się ich zbyć krótkimi odpowiedziami, bynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy prawie wszyscy już wyszli podszedł do mnie Kuba
- No dobra, to że ich zbyłeś nie znaczy, że mnie też, więc gadaj co się dzieje - Kuba usiadł koło mnie
- Naprawdę wszystko jest w porządku, no może trochę się nie wyspałem - próbowałem zakończyć rozmowę
- Możesz przestać pieprzyć głupoty? - zapytał poirytowany - Chodzi o Kamilę? Mówiłem ci abyś sobie nią głowy nie zawracał, bo nie jest Ciebie warta
- Po części chodzi o nią….. - postanowiłem opowiedzieć o poznanej dziewczynie, a kiedy skończyłem Kuba skwitował tylko
- Ty to jednak kretyn jesteś - powiedział Kuba
- Tyle to ja wiem, najgorsze jest to, że nie mogę przestać o niej myśleć - powiedziałem opierając się o maskę mojego samochodu
- zakochałeś się - powiedział uśmiechając się
- Oczywiście, że nie, po prostu jest mi głupio za moje zachowanie i chciałbym ja przeprosić, bo pewnie jest na mnie wściekła - powiedziałem zrezygnowany
- No nie dziwie jej się, ale nie martw się, może ją jeszcze spotkasz - poklepał przyjaciela po ramieniu
- Może….
- A idziesz z kimś na ten bal w sobotę
- Idę sam, choć z chęcią wcale bym nie szedł, ale Klopp mnie zmusił - powiedziałem zgodnie z prawdą
- No wiem, każdego zmusił, ale mam dla ciebie partnerkę, jeśli byś chciał to przyjechała do nas siostra cioteczna i może z tobą pójść - trochę zaskoczył mnie tą propozycja, ale co mi szkodzi, przynajmniej nie będę siedział sam
- Jeśli będzie chciała to ja nie mam nic przeciwko temu - uśmiechnąłem się
- No to super! Jeszcze się z tobą skontaktuje, a teraz muszę lecieć, bo mnie Agata zabije 
- Spoko pozdrów ją ode mnie - powiedziałem i wsiadłem do samochodu. Postanowiłem jechać do tego parku gdzie spotkałem tę dziewczynę, może będę miał szczęście i znowu ją zobaczę…

W domu Błaszczykowskich:
 Pogoda jest tak piękna, że nie mogłam się oprzeć i postanowiłam się poopalać w ogrodzie. Agata poszła położyć Oliwkę spać i ma do mnie dołączyć, a ja próbuję z wszelką cenę przestać myśleć o tym mężczyźnie z parku. Ciągle o nim myślę, że może trochę za ostro go potraktowałam,  no niby sam się prosił, ale nie musiałam aż tak na niego krzyczeć, choć należało mu się. Sama nie wiem co o tym myśleć, jestem na niego zła ale z drugiej strony jestem zła na siebie, że dałam się ponieść emocją. Nie mam co się martwić, na szczęście już go nie zobaczę i nie będzie mi robił wyrzutów. Z zamyślenie wyrwała mnie Agata
- Nad czym tak myślisz ? - zapytała siadając na leżaku obok
- Nad niczym konkretnym, po prostu rozkoszuje się słońcem - powiedziałam uśmiechając się do siostry
- Racja piękne mamy lato. Paula mam do ciebie pytanie - powiedziała dość niepewnie
- Jakie? - zapytałam zaciekawiona
- No bo wiesz……w sobotę jest bal z okazji rocznicy muzeum BVB i …. - nie dałam jej dokończyć
- Nie mam problemu bawcie się dobrze, ja z Oliwką zostanę - uśmiechnęłam się do Agi ale jej najwyraźniej nie o to chodziło, bo zrobiła dziwną minę
- Oliwka ma już opiekę, a mi chodzi raczej o to abyś poszła z nami. Nie chcę abyś siedział w domu trochę się rozerwiesz i przy okazji poznasz piłkarzy - powiedziała patrząc na mnie tymi swoimi zielonymi oczami
- Agata bardzo ci dziękuje, ale ja się będę źle czuła w takim towarzystwie. Nikogo nie będę znała, a po za tym tam nie ma wejścia każdy - próbowałam się jakoś wykręcić
- Nie marudź, bo już widzę, że kombinujesz jak się wymigać. - pogroziła mi palcem -  Kolega Kuby z klubu idzie sam, więc jeśli byś chciała to możesz z nim iść - zaskoczyła mnie tym pytaniem i nie wiedziałam co mam powiedzieć
- W sumie jeśli on nie ma nic przeciwko to mogę iść, dawno nigdzie nie byłam - uśmiechnęłam się do siostry
- Wiedziałam, że się zgodzisz, będzie fajnie
- No mam nadzieję, ale to trochę dziwne, że piłkarz nie ma z kim iść, mam nadzieję, że nie będzie to jakiś zarozumiały typ
- Nie martw się on jest naprawdę fajny, zresztą wszyscy tam są bardzo mili, a teraz się zbieraj jak przyjedzie Kuba idziemy kupić jakieś ładne kiecki - Powiedziała wstając z leżaka - idę zadzwonić do Ewy - jak powiedział tak zrobiła, a ja poszłam założyć jakieś wygodne ciuchy, bo zakupy z Agą to bardzo dużo łażenia. Założyłam to i zeszłam na dół gdzie był już Kubuś, a Agata czekała na mnie zniecierpliwiona. Kiedy dojechałyśmy na miejsce Ewa już na nas czekała, przywitałyśmy się i poszłyśmy od razu do sklepu, dziewczyny kupowały pierwsze, a ja tylko oglądałam, bo stwierdziły, że zostawią mnie na koniec, aby wybrać coś szałowego. Ewa jest bardzo miła i sympatyczną kobietą, Agata miała rację wspaniały z niej człowiek. Niestety przyszła kolej na mnie i obładowana weszłam do przymierzalni. Przejrzałam sukienki i  wybrałam jedną, która według mnie była odpowiednia, czyli brak dekoltu. Kiedy wyszłam od razu spotkałam się z protestem dziewczyn
- Ty chyba zwariowałaś, to jest bal, a nie stypa, masz pokazać swoje wdzięki - niemalże wykrzyczały. Po kilku przymiarkach wybrałyśmy sukienkę odpowiednią według dziewczyn, zresztą mi też się podobała, może oprócz tego dużego rozporka, który był od połowy uda. Po zakupach poszłyśmy na kawę i każda z nas pojechała do domu. Bardzo ciekawa z jakim piłkarzem ma iść na ten bal….
_________________________________
Tak ubrana była Paulina na zakupy

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 4

Rozdział 4
   
  Kiedy załatwiłam wszystkie sprawy związane ze stażem, postanowiłam wykorzystać piękną pogodę i pójść na spacer. Niedaleko znajdował się bardzo ładny park, który obrałam z cel swojej przechadzki. Uwielbiam lato, kiedy dni są długie, świeci słońce i jest ciepło. Dzisiejszy dzień był taki jak lubię, wręcz idealny. Chodząc alejkami jak to miałam w zwyczaju rozmyślałam o życiu , o tym co mnie tu spotka, czy będzie to coś dobrego.  Pytania oczywiście zostawały bez odpowiedzi, ale ja podświadomie czułam, że będę tu szczęśliwa. Idąc tak w zamyśleniu podziwiałam promienie słońca, które oświetlały moją twarz. Nagle poczułam, że ktoś na mnie wpada i popycha mnie, przez co upadałam na ziemię.
- Jak leziesz baranie?! - powiedziałam w złości po polsku, lecz zaraz się poprawiłam - Nie nauczyli pan chodzić?! Nie jest pan sam na świecie i mógłby pan łaskawie uważać jak chodzi. - powiedziałam tym razem po niemiecku
- Przepraszam nie zauważyłem cie - odpowiedział brunet ku mojemu zdziwieniu po polsku i podał mi rękę abym mogła wstać, lecz ja zlekceważyłam jego gest i podniosłam się o własnych siłach.
- Nie przypominam sobie, abyśmy przeszli na ty, a po za tym niech pan nie przeprasza tylko lepiej uważa na ludzi - powiedziałam ze złością spoglądając mu w piękne niebieskie oczy
- Pani - stanowczo podkreślił to słowo - również mogłaby uważać, a nie chodzić z głową w chmurach
- Ja z głową w chmurach? Przepraszam bardzo ale ja chociaż nie przewracam niewinnych ludzi jak co poniektórzy - powiedziałam z ironią
- Gdyby Pani uważała nic by się nie stało, więc proszę mnie nie obwiniać o swoje roztargnienie - mówił tak jak gdybym o ja wpadła na niego
- Że co? No tak najlepiej teraz wszystkich obwiniać, aby tylko samemu nie przyznać się do błędu. Jest pan po prostu żałosny - wykrzyczałam
- Chociaż się na nikogo nie wydzieram - cały czas na twarzy miał ten głupi uśmiech, który trzeba przyznać na swój sposób był piękny, ale nie zmienia to faktu, że jestem wściekła za jego zachowanie
- ja się nie wydzieram tylko staram się panu przemówić do rozsądku, ale widzę, że to nie ma sensu, tak więc niech będzie, że to jest także mój wiana, może teraz pana ego poczuje się lepiej. Żegnam - powiedziałam i zaczęłam odchodzić
- Od razu mi lepiej, do zobaczenia - powiedział, a ja tylko spojrzałam na niego i odeszłam bez słowa, widząc, że on jest rozbawiony cała sytuacją. Przez tego idiotę odechciało mi się spaceru, w ogóle wszystkiego mi się odechciało, skutecznie popsuł mi humor. Cały czas zdenerwowana wróciłam do domu.
- Cześć, jak tam wszystko załatwiłaś? - przywitałam mnie Agata schodząca po schodach
- Cześć, tak wszystko załatwiłam- powiedział ze złością i rzuciłam się na fotel
- Co się stało? Czemu jesteś taka zła? - zapytała siadając obok mnie, a na to wszedł Kuba
- O widzę, że ktoś to chyba komuś na odcisk nadepną - powiedział śmiejąc się
- A żebyś wiedział, że nadepną -  przytaknęłam mu
- No to opowiadaj. Komu mam buźkę upiększyć?
- Z takimi głupkami jeszcze daję sobie sama radę, ale jak coś to się zgłoszę - uśmiechnęłam się i opowiedziałam im całe zdarzenie. Nie zabrakło oczywiście niemiłych słów z mojej strony na tego mężczyznę.
- No to chłopak sobie nagrabił - zaczęła śmiać się Agata, a Kuba jej wtórował
- Was to śmieszy? Bo mi nie jest do śmiechu, myślałam, że spotka mnie coś miłego to masz ci los trafiasz  na takiego palanta
- My porostu współczujemy temu biedakowi co zalazł ci za paznokcie, nawet nie wiem z kim zaczął - powiedział rozbawiony Kuba
- Mam nadzieję, że go więcej nie zobaczę, bo nie ręczę za siebie - i ja zaczęłam się śmiać - tylko wydaje mi się, że już go gdzieś widziałam - powiedziałam wchodząc po schodach do swojego pokoju, musiałam odpocząć, bo dość mam wrażeń na dziś.


_________________________________________________
Szczerze nie podoba mi się ten rozdział...
Zaczynam myśleć nad usunięciem bloga, bo chyba nie ma sensu dalej pisać.