Paulina:
- powiecie mi wreszcie z kim ma iść na ten bal? - zapytałam siadając na kanapie w salonie obok Kuby
- ale po co mamy ci mówić, skoro niedługo zobaczysz - odpowiedziała Agata bawiąc się z Oliwką
- niby tak, ale wolałabym wiedzieć, chyba że to jakaś tajemnica
- Żadna tajemnica, będziesz się dobrze bawiła, gwarantuję ci to, a teraz nie gadaj tylko idźcie się szykować, bo zostało mało czasu. - powiedział Kuba biorąc córkę na ręce - A ja pójdę zaprowadzić Oliwkę do sąsiadki
- Masz rację kochanie już idziemy - przytaknęła mu Agata i pociągnęła mnie za sobą na górę. Każda z nas udała się do łazienki, mam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Następnie podkręciłam moje długie blond włosy i delikatnie je podpięłam, zrobiłam makijaż stosowny do sukienki. Założyłam sukienkę którą kupiłam z dziewczynami, choć miałam jeszcze małe wątpliwości czy ona nadaje się na taki bal, ale dziewczyny już tam bywały i powiedziały, że jest idealna, dlatego ubrałam się we wszystko co wcześniej przygotowałam. Spojrzałam w lustro i muszę przyznać, że wyglądałam zadziwiająco dobrze.
- Wiedziałam, że będziesz wyglądała zabójczo - powiedziała Agata wchodząc do pokoju
- Przestraszyłaś mnie - powiedziałam odwracając się do siostry- zabójczo może nie, ale chyba ten KTOŚ nie będzie musiał się mnie wstydzić- zaśmiałam się
-Pewnie, że nie będzie się wstydził, wszyscy będą mu zazdrościli. A ten rozporek jest po prostu wspaniały - powiedziała łapiąc z kawałek sukienki odsłaniając moją nogę
- Akurat on mi się nie podoba, ale niech ci będzie - obydwie wybuchłyśmy śmiechem, mam naprawdę dobry humor, aż dziwne
- Dobra kochana na nas chyba już czas. Idziemy?- zapytała Aga
- Ty idź ja zaraz do was przyjdę
- Dobrze - Agata uśmiechnęła się i wyszła. Ja jeszcze naniosłam ostatnie poprawki w makijażu, zabrałam torebkę i podążałam do salonu. Kiedy wyszłam z pokoju słyszałam głos mężczyzny co oznaczało, że mój “partner” już czeka. Mówił po polsku, więc z mojej znajomości zawodników wnioskowałam, że jest to Lewandowski, jego głos przypominał mi tego mężczyznę z parku, ale odrzuciłam te myśli, gdyż stwierdziłam, że popadam w paranoję i nie możliwe jest, aby to był on. Idąc po schodach skupiałam się na krokach, aby nie spaść. Kiedy poczułam już pewny grunt pod nogami spojrzałam pewnie przed siebie, a to co zobaczyłam, a raczej to kogo zobaczyłam sprawiło, że miałam ochotę wrócić na górę. Byłam wstanie wydobyć siebie dwa słowa
- Cholera jasna! - myślałam, że powiedziałam to cicho jednak kiedy cała trójka odwrócił się w moja stronę zdałam sobie sprawę iż powiedziałam to wystarczająco głośno. Kuba zaczął do mnie podchodzić, a ja miałam ochotę go po prostu udusić. Jeżeli okaże się, że on o wszystkim widział to nie ręczę za siebie.
- Co się stało? - zapytał z uśmiechem jakby go to bawiło - Wyglądasz…bosko - wziął mnie pod rękę i prowadził w stronę tego padalca
- Dziękuję - mówiąc starałam wymusić uśmiech
- Paulinko poznaj Roberta. Robert to jest Paulina - po minie mężczyzny wnioskowałam, że również jest zaskoczony, ale najwyraźniej zadowolony, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy. Ciekawa jestem z czego tu się cieszyć?
- Znów się spotykamy. Robert Lewandowski, bardzo mi miło - lekko się ukłonił i wyciągną rękę w moją stronę, więc nie miałam wyjścia i podałam mu swoją dłoń
- Paulina Mazur, szkoda tylko że nie mogę powiedzieć tego samego - mężczyzna uśmiechnął się tylko i ucałował moją dłoń. Przeszedł mnie dziwny dreszcz, nie wiem czemu, ale przyjemny dreszcz.
- Rozumiem, że twoje pierwsze słowa były reakcja na mój widok - zapytał, a raczej stwierdził wkładając ręce w kieszenie spodni, ciągle z tym uśmieszkiem. Zaczynał mnie nim irytować, choć trzeba przyznać, że uśmiech ma piękny i w tym ciemnym garniturze też wygląda niczego sobie… STOP!!! Co ja w ogóle gadam? Nie cierpię gościa, a wychwalam jego wygląd
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo spostrzegawczy - w tym wszystkim zapomniałam o Agacie i Kubie, którzy stali i przyglądali się nam
- To wy się znacie? - Zapytali niemal, że jednocześnie
- Tak, niedawno wpadłem na Paulinę w parku… - zaczął Robert
- Proszę cię, nie kłam, powiedz prawdę, przecież to ja bezczelnie na ciebie wpadłam i do tego wykłócałam się jak głupia - powiedziałam z ironią w głosie
- O rany….czyli ty jesteś tym facetem z parku? - zapytał Kuba z dziwną miną, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co się dzieje
- No dobrze to może już chodźmy, bo się spóźnimy - wtrącił Agata, chcąc rozładować atmosferę
- Skoro nie ma innego wyjścia… - powiedziałam spoglądając na siostrę
- Jeżeli nie chcesz nie musisz ze mną iść - powiedział Robert spoglądając na mnie swoimi niebieskim oczami
- Ja dotrzymuję obietnic, wiec chodźmy - powiedziałam spoglądając na niego
- Bardzo się cieszę, zapraszam - powiedział podając mi rękę - Pięknie wyglądasz - nie odpowiedziałam nic tylko uścisnęłam jego rękę i wyszliśmy. Cała drogę w taksówce nie odzywaliśmy się ani słowem. Byłam wściekła, myślałam, że już go nigdy nie spotkam, a teraz nie dość że mam z nim iść na jakiś bal, to będę go widywała przez cały pobyt w Dortmundzie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Robert szybko zapłacił, otworzył mi drzwi i podał rękę abym mogła wysiąść
- Spokojnie dam sobie radę - powiedziałam wysiadając i omijając jego dłoń. Robert nie odpowiedział nic tylko podążył za mną i weszliśmy do budynku. Było tam naprawdę pięknie dosłownie jak w pałacu, a do tego wszystkiego cudowny i duży ogród. Kiedy dołączyli do nas Błaszczykowscy podżyliśmy schodami na górę, gdzie odbywała się główna impreza.
- Wy idźcie ja jeszcze pójdę do łazienki - powiedziałam i momentalnie zniknęłam z drzwiami pomieszczenie. Potrzebowałam chwili na uporządkowanie myśli. Gdy wyszłam pod pomieszczeniem zobaczyłam Roberta czekającego na mnie
- Nie musiałeś na mnie czekać, trafiłabym sama na miejsce
- Nie musiałem, ale chciałem, w końcu przyszliśmy tu razem. Paulina ja wiem, że to nie jest wymarzona sytuacja, ale tolerujmy się chociaż dla Agaty i Kuby oni chcieli dobrze - zaskoczył mnie tymi słowami, ale muszę przyznać ma racje
- Masz racje, więc choć, bo jeszcze pomyślą, że się pozabijaliśmy - wymusiłam uśmiech i skierowaliśmy się ku drzwiom. Podeszliśmy do stolika gdzie grupka ludzi zawzięcie o czymś rozmawiała i jestem pewna, że tematem byłam ja i Robert. Lewandowski przedstawił mnie wszystkim i zasiedliśmy przy stole, wszyscy byli bardzo mili i sympatyczni, a Mario i Marco są bardzo pozytywnie zakręceni, ciągle się wygłupiali. Rozpoczęła się część oficjalna, czyli zwykła gadanina jak to powiedział Mario. Ciągle czułam na sobie wzrok Roberta, który zaczynał mnie irytować
- Mógłbyś się tak nie patrzeć?
- Przecież ja tylko słucham tego co mówi ten śmieszny pan - powiedział udając powagę. Muszę mu przyznać, że ten facet był na prawdę komiczny, ciągle coś przekręcał lub przewracał jakieś przedmioty. Dzięki Bogu już skończył swój monolog i zaczęła grać muzyka. Robert poszedł po coś do picia, więc zostałam sama przy stoliku co wykorzystał Marco i porosił mnie do tańca. Po trzech kawałkach tańczenia z nim po prostu nie czułam nóg. Wróciliśmy do stolika i po za tym, że ignorowałam Roberta atmosfera była naprawdę wyśmienita, ciągle żartowaliśmy i śmieliśmy się z dwóch pajaców jakimi byli Mario i Marco. Agata z Ewą wyciągnęły mnie do na ploteczki, gadałyśmy bardzo długo, aż przerwał nam nie kto inny jak Lewy
- Mogę prosić piękną panią do tańca?- zapytał patrząc na mnie
- Że niby mnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Tak - uśmiechną się tak, że po prostu nie mogłam odmówić, więc po chwili byliśmy już na parkiecie. Muszę przyznać, że Robert tańczy znakomicie, nawet nie wiem kiedy minęła ta piosenka. Kiedy już chciałam odchodzić on przytrzymał mnie, a z głośników zaczęła lecieć bardzo wolna piosenka. Lewy położył swoja rękę na moich plecach i delikatnie choć stanowczo przyciągną mnie do siebie. Wywołało to u mnie wzdrygnięcie, co wyczuł, gdyż uśmiechną się do mnie. Tańczyliśmy tak blisko siebie, że czułam jego oddech na karku, było to bardzo przyjemne, starałam się nie patrzeć w jego oczy, bo wtedy nie myślałam racjonalnie, ale kiedy już to zrobiłam zatracałam się w tych błękitnych tęczówkach. Piosenka zakończyła się, a on ucałował mnie w dłoń i wróciliśmy do stolika. Nie wiem czemu, ale przez te kilka minut poczułam się bardzo wyjątkowo. Mimo wszystko ten wieczór był bardzo udany, tańczyłam chyba ze wszystkimi, bardzo ich polubiłam, wiedzieli mnie pierwszy raz, a traktowali jakbyśmy znali się od zawsze. Nawet Rober, był zaskakująco miły, ale w końcu coś sobie obiecaliśmy, że będziemy się tolerować i jak na razie tego się trzymam, bo jeśli chodzi o to co się wydarzyło w parku to złość na niego wcale mi nie przeszła.

Ojejuniu, ten rozdział jest po prostu NIESAMOWITY!!! Uwielbiam Twój styl wpisania. Jak dla mnie świetne. Widzę, że stosunki między Robertem i Paulą ocieplają się! Bardzo dobrze ;) Widać, że Robertowi zależy ;) Życzę dalszych pomysłów na rozdziały. Nie przestawaj, bo piszesz CUDOWNIE!!!! :D :D
OdpowiedzUsuńDziękuję miło mi to słyszeć i cieszę się, że komuś podoba się to co piszę :*
UsuńA i zapraszam również na mojego, o podobnej tematyce :D
OdpowiedzUsuńhttp://zbvbnakoniecswiata.blogspot.com/
Dziękuję na pewno będę zaglądała :)
Usuń